zrób porządek z przekonaniami

Zrób porządek ze swoimi poglądami

Od dłuższego czasu zastanawiam się, jak to jest? Jestem osobą, która dobrze wie, czego chce. Mam ugruntowane poglądy na większość tematów. Staram się bazować na wiedzy, do której daję radę dotrzeć i na jej podstawie wyciągać wnioski. Przede wszystkim sama dla siebie. Często zadaję sobie pytania: Dlaczego tak myślę? Dlaczego tak właśnie czuję? Skąd we mnie konkretne przekonania? Bardzo rzadko zdarza się, że ktoś pyta mnie szczerze i spokojnie o to, na czym opieram moje życiowe wybory Najczęściej dochodzi do tego przy okazji różnych dość ekstremalnych sytuacji. I wtedy się zaczyna.

Jest kilka obszarów życia, w których moje poglądy wywołują wśród ludzi największe kontrowersje.

Najbardziej wrażliwym i dobitnym obszarem jest wiara i religia. Posłużę się tu nim z kilku względów. Po pierwsze – religia jest tematem, co do którego każdy ma jakieś przekonania. Po drugie – to temat wysoce emocjonalny. Po trzecie – żyjemy w kraju, w którym religia obecna jest wszędzie, a przez to ma wpływ na codzienne funkcjonowanie, czy to się komuś podoba, czy nie. Po czwarte – religia jest pewnego rodzaju tematem tabu. W Polsce około 80% ludzi przyjmuje założenie, że kościół katolicki jest jedynym słusznym, a w związku z tym, każdy do niego należy. Po piąte – miałam w ciągu ostatniego miesiąca kilka rozmów dotyczących mojej wiary (a raczej jej braku), które skłoniły mnie do napisania tego posta.

Zanim jednak przejdę do meritum, chcę przypomnieć kilka rzeczy, które będą tłem dla naszych rozważań.

Bazowe wartości, którymi kieruję się w życiu to wolność, szczerość i szacunek. Wszystko wygląda pięknie, dopóki ludzie słuchają o tym na konferencjach czy innego rodzaju wystąpieniach. Gorzej, jeśli przychodzi do stosowania tych wartości w codziennym życiu.

Jednym z najważniejszych elementów, jakie nosimy w sobie są emocje. Różne szkoły uczą, jak mówić o swoich emocjach tak, by nie ranić innych. Najpopularniejsza dziś to porozumienie bez przemocy (NVC). Ale co zrobić w sytuacji, gdy nie mówimy o emocjach a własnych przekonaniach?

I tu dochodzimy do sedna. Oto kilka dialogów, które miałam szansę doświadczyć.

DIALOG 1.

- Ale jak to nie ochrzciłaś dzieci?

- No po prostu.

- A jak poważnie zachorują?

- Jak zachorują to zabiorę je do najlepszych lekarzy, do jakich dam radę dotrzeć. W żadnym kościele ich nie znajdę.

 

DIALOG 2.

- Ale jak to nie wierzysz w boga?

- Po prostu. Nie wierzę, że bóg istnieje.

- To jak to tłumaczysz dzieciom?

- Co tłumaczę?

- Nooo…. – w tym miejscu nastąpiła lekka dezorientacja – no na przykład jak wytłumaczysz dzieciom jak pójdą do szkoły, że inne dzieci idą do komunii a one nie.

- Powiem, że do komunii idą te dzieci, których rodzice potrzebują wierzyć, że bóg istnieje i które chodzą do kościoła. My nie wierzymy w istnienie boga, nie chodzimy do kościoła, więc nie idziesz do komunii. A twoim zdaniem, z perspektywy 8-latka, po co on idzie do komunii?

- Yyyy…. No po prezenty…

 

DIALOG 3.

- Nie wierzysz w boga? To jak wychowujesz dzieci?

- To znaczy?

- No jak im przekazujesz to, co ważne?

- A czy kościół, religia i ludzie wierzący mają monopol na wartości? Uczę moje dzieci przede wszystkim szacunku do siebie i do innych. Prawdomówności. A także tego, że każdy z nas jest inny i każdy ma prawo do swoich poglądów.

 

DIALOG 4.

- Nie wierzysz? Jak to nie wierzysz? Przecież masz ślub kościelny!

- Mam. I co w związku z tym?

- No przecież przysięgałaś przed bogiem?

- Nie. Składałam przysięgę mojemu mężowi. Dla mnie mogłam to zrobić na łące. Ale wybraliśmy kościół, żeby zrobić przyjemność rodzicom.

- Oszukałaś swoich znajomych i rodzinę!

- Kogo konkretnie?

- Twój tata się w grobie przewraca.

- Mój tata doskonale wiedział, jakie mam podejście do wiary i kościoła, bo nie jeden raz o tym rozmawialiśmy. Moja rodzina też wie o tym od dawna. Spośród znajomych wiedzą ci, którzy albo zapytali, albo z którymi rozmawiałam przy okazji na ten temat. Rozumiem, że ty tego nie wiedziałaś?

 

DIALOG 5.

- To po co uczysz dzieci obchodzić Wigilię i Boże Narodzenie?

- Zarówno Wigilia jak i Boże Narodzenie mają swoje daty w miejsce świąt pogańskich. Podobnie jak inne święta kościelne i wiele tradycji czy rytuałów kościół przejął z wierzeń pogan.

 

To tylko kilka przykładów – najbardziej wyrazistych spośród tych, które zapamiętałam. Po co je przytaczam?

 

Kiedy mówimy o akceptacji siebie i życiu po swojemu, nie mogę nie odnieść się do naszych przekonań i poglądów.

Rozmowy takie jak te powyżej dobitnie pokazują mi, że bardzo często przejmujemy od otoczenia nawyki i przekonania bez najmniejszej refleksji czy zastanowienia. Powielamy schematy tylko dlatego, że robili tak nasi pradziadkowie, dziadkowie i rodzice. Tkwimy w nich zatopieni po przysłowiową kokardę, a one przesłaniają nam świadome spojrzenie na świat.

Poza tym takie rozmowy bardzo często kończą się atakiem na mnie i wmawianiem mi, że kogoś zmuszam do podążania moją drogą. Nigdy nikogo nie namawiałam do porzucenia wiary czy kościoła. Bardzo często natomiast zadaję pytanie moim rozmówcom: po co ci wiara? I to pytanie budzi ich agresję.

Rozumiem, że są osoby, które potrzebują wiary. Nie mam z tym problemu.

Mój sprzeciw budzi wiara niezweryfikowana i nieprzemyślana. Kontynuowana z przyzwyczajenia, a nie z prawdziwego przekonania. Jeśli ktoś, po głębszej refleksji i spróbowaniu różnych dróg dochodzi do wniosku, że wiara jest tym, czego potrzebuje – świetnie! Jeśli natomiast ktoś nigdy nie spróbował żyć inaczej niż w jeden sposób, to nie przekona mnie, iż to najlepsza ze wszystkich droga. Co jeszcze jest charakterystyczne, to osoby wierzące z którymi najczęściej miałam do czynienia, niewiele też wiedzą o innych religiach niż ich własna, a nawet genezy swojej religii nie znają dobrze. Co tym bardziej stawia pod znakiem zapytania ich wiarygodność.

Drugie bardzo powszechne zjawisko wśród osób wierzących to próby przekonania, że robię źle. Najczęściej ludzie, którzy nie znają mojej historii, z góry zakładają, że nigdy nie wierzyłam w boga. Że ateistką jestem od zawsze. Kiedy mówię, że przez ponad 20 lat mojego życia byłam osobą głęboko wierzącą – próbują mi wmówić, że na pewno nie spotkałam na mojej drodze fajnego księdza, który by mnie przekonał. Ale to też nie jest prawda. Nie spotkałam na mojej drodze ateisty, który namawiałby do ateizmu. Osoby wierzące używają argumentów w stylu „robisz źle, że nie wierzysz”, ateiści najczęściej zadają pytania „po co mi/tobie wiara?” „co konkretnie wiara daje mi/tobie?”.

Kiedy zaczynasz lepiej poznawać siebie, krok po kroku dotykasz wszystkich obszarów życia i związanych z nimi przekonań oraz poglądów. Tak jak małe dziecko uczy się świata, tak i Ty patrzysz wokół i z zupełnie innej perspektywy zaczynasz kwestionować obecny stan rzeczy. Na nowo szukasz odpowiedzi. A im bliżej jesteś samej siebie, tym bardziej te odpowiedzi są prawdziwe. Płyną z Twojego serca. Najważniejszym pytaniem staje się pytanie „Na jaką moją potrzebę w ten sposób odpowiadam?”. Naturalnie zaczynasz zastanawiać się, czy nie ma innych dróg.

Zrób porządek ze swoimi poglądami. Im szybciej to zrobisz, tym szybciej poczujesz ulgę i płynącą z nich siłę. Taką, która nie będzie się bała odmienności i dyskusji.

Wiara to tylko przykład. Poglądy mamy w każdej sferze życia – osobistej, prywatnej, zawodowej. Tak naprawdę, nie ma nic złego w różnorodnych poglądach. Problem pojawia się wtedy, gdy te poglądy i przekonania nie są nasze, kiedy płyną z otoczenia a nie z nas samych. Wtedy bronimy ich jak lwice. Wtedy najbardziej irytuje nas i denerwuje fakt, że ktoś myśli inaczej. Reagujemy silnym stresem, a często nawet agresją. Takie reakcje najlepiej pokazują, gdzie powinnyśmy przyjrzeć się baczniej… samym sobie.

Wymarzone życie zbudujesz wyłącznie na świadomości siebie. Im więcej wiesz o sobie, tym bardziej siebie akceptujesz.

BĄDŹ PO SWOJEMU!

artecoaching warszawa Katarzyna Bogusz-Przybylska ARTECOACH (podpis)

 

 

photo: Pixabay