akceptacja siebie pixabay boxing-415394_1920 terapia TSR

Akceptacja siebie w konfliktach

Czasem, mimo naszych najszczerszych chęci i najlepszych intencji, sprawy nie idą po naszej myśli. Czasem dzieje się tak w relacjach z innymi ludźmi. Czasem takie sytuacje się powtarzają. W takich chwilach pojawia się w głowie pytanie: co jest ze mną nie tak? Co znów źle zrobiłam?

W wielu mądrych podręcznikach możesz przeczytać, że warto usuwać ze swojego życia toksyczne związki, relacje i osoby. Eksperci radzą, by otaczać się wyłącznie tymi, wśród których czujemy się dobrze. Problem „tylko” w tym, że niejednokrotnie ci „niefajni” ludzie to Twoi bliscy. Czy można usunąć z życia rodzica? Czy warto? Moim zdaniem nie. Moim zdaniem nie ma ludzi toksycznych, a promowanie takiego podejścia czy nazewnictwa przynosi bardzo dużo szkody.

Ale nie o toksycznych relacjach jest ten artykuł, tylko o konfliktach. Bo wokół konfliktów też jest mnóstwo mitów. Wciąż słyszę, że trzeba je zamiatać pod dywan, unikać ich jak ognia, ustępować, siedzieć cicho, ulegać, iść na kompromisy... Najważniejszy jest święty spokój i cisza! Tymczasem ja uważam, że trudne dyskusje i konflikty pomagają rozładować napięcie i negatywne emocje. Pomagają oczyścić atmosferę. Oczywiście, jeśli podejdziemy do konfliktu z dystansem i nastawieniem na szukanie rozwiązania, a do tego potrzebna jest pewna gotowość i postawa.

Chciałam Ci pokazać sytuacje konfliktowe z kilku perspektyw.

PERSPEKTYWA 1

Kiedy relacje zaczynają się źle układać, pierwsza odruchowa myśl (wynikająca oczywiście z ogromnej potrzeby zachowania własnej samooceny na jak najwyższym poziomie) podpowiada, by zrzucić winę na drugą osobę w relacji i uciec. Bo to ta nieczuła mama, wstrętna siostra czy złośliwa koleżanka jest wszystkiemu winna, prawda? A jeszcze jak przyjaciele czy dobrzy znajomi utwierdzą nas w przekonaniu, że mamy rację (oczywiście na bazie informacji wyłącznie z naszych ust), to czego chcieć więcej?

Osoby o nieco niższym poziomie samooceny idą często w drugim kierunku – obwiniają siebie. Bo przecież to ja nie umiem budować relacji. To ja na pewno znów coś złego zrobiłam. Nie umiałam. Nie potrafiłam. To z pewnością moja wina, w końcu oni/on/ona byli dla mnie tacy dobrzy… Muszę się zmienić, nauczyć, poprawić… Brzmi znajomo?

A ja myślę sobie, że i pierwsza i druga postawa prowadzi donikąd.

W pierwszej – odcinamy się od faktów mówiących na naszą niekorzyść. Nikt nie jest ideałem, my również popełniamy błędy (zwłaszcza w sytuacjach wrażliwych, mocno emocjonalnych). W drugiej – odcinamy się od faktów na temat sytuacji i naszej postawy. Z pewnością nikt z nas nie jest ideałem czy świętym, każdy popełnia błędy, a konflikt nigdy nie jest wynikiem działania jednej strony.


PERSPEKTYWA 2

Od jakiegoś czasu bardzo pracuję nad tym, by na najtrudniejsze sytuacje patrzeć z dystansem i nieco oddalonej perspektywy (zwłaszcza emocjonalnej). Staram się odsuwać emocje, a na pierwszym planie postawić wartości i wynikające z nich potrzeby. To podejście zaczerpnięte poniekąd z NVC (Non-Violent Communication). Ku mojemu zdziwieniu takie spojrzenie wcale nie jest trudne do zastosowania, a bardzo szybko uspokaja emocje i pozwala z większym zrozumieniem spojrzeć na własne potrzeby i potrzeby drugiej osoby. Pozwala spojrzeć na fakty – słowa, zachowania, działania – z bardziej obiektywnej perspektywy.

Kiedyś w każdej dyskusji, każdej trudnej rozmowie, każdym konflikcie musiałam mieć ostatnie słowo. Nawet nie chodziło o to, żeby mieć rację, przekonać drugą stronę, czy postawić na swoim. Bardziej kierował mój lęk, że w rozmowie czegoś zabraknie, że nie wszystkie dane zostaną położone na stół, że ważna jest każda informacja, każda perspektywa. Dopiero całkiem niedawno zrozumiałam, że bardzo często (zwłaszcza w konflikcie) ludzie nie chcą usłyszeć drugiej strony. Nie mają potrzeby, chęci, by zrozumieć. Dlaczego? Bo walczą o realizację własnych potrzeb, spójność z własnymi wartościami, utrzymanie osobistego obrazu siebie na niezachwianym poziomie. Tak samo jak ja. I kiedy to zrozumiałam, przestałam się bać, złościć – zaczęłam rozumieć. Co wcale nie oznacza, że teraz na wszystko się zgadzam, ale o tym za chwilę.

Spojrzenie z perspektywy faktów na każdą sytuację niesie ryzyko, że zobaczysz coś negatywnego w swoim własnym zachowaniu. Wtedy naprawdę trzeba prawdziwej akceptacji siebie, by przyjąć, że zrobiliśmy błąd, że dołożyliśmy cegiełkę do negatywnych konsekwencji. Ale obok tego ryzyka leżą ogromne korzyści. Widząc, co zrobiliśmy nie tak, mamy szansę wyciągnąć oczywiście wnioski na przyszłość, ale nie tylko. Dzięki takiemu spojrzeniu mamy możliwość lepiej zrozumieć swoje zachowanie i decyzje, bo możemy je odnieść do naszych potrzeb i wartości. A kiedy to zrobimy, przyjdzie czas na spojrzenie na działania drugiej strony. I nagle okazuje się, że tymi działaniami również stoją emocje, za emocjami potrzeby, a za potrzebami wartości. Im lepiej znasz osoby, z którymi masz relacje, tym łatwiej będzie Ci przewidzieć, jakie potrzeby i wartości nimi kierują.

Za konfliktem najczęściej stoi lęk i/lub gniew

Kiedy ludzie dają się ponieść emocjom, krzyczą, wydają się nam agresywni (lub biernie agresywni), doszukujemy się w nich złośliwości, złych intencji, działania na naszą niekorzyść. Tymczasem za takimi zachowaniami najczęściej stoi lęk i/lub gniew, a za lękiem i/lub gniewem potrzeba zadbania o własne potrzeby. Potrzeby wynikające z wartości, które mogą być przeróżne. Ludzie wchodzą w konflikt, gdy czują potrzebę obrony swojego poczucia bezpieczeństwa, kiedy zagrożone jest ich poczucie sprawiedliwości, kiedy ograniczona zostaje możliwość wyrażania siebie itp. Wszystko brzmi pięknie, kiedy wartości drugiej osoby są bliskie naszym, ale prawdziwe konflikty rodzą się wtedy, gdy te wartości są odmienne bądź się wykluczają. Wtedy najtrudniej o przestrzeń na konstruktywną rozmowę. Jak wyjść z takiej sytuacji unikając poczucia winy? Zrozumieć siebie – swoje intencje, motywy, potrzeby i stojące za nimi wartości. To nie jest wcale proste, ale to pierwszy krok, by wyjść z trudnych relacyjnie sytuacji bezpiecznie dla siebie. Zrozumienie siebie daje szansę na otwarcie drzwi prowadzących do zrozumienia innych.


JAK TO DZIAŁA?

Wiesz już, dlaczego działasz tak, jak działasz. Zaczynasz szukać obiektywnego wsparcia wśród znajomych i bliskich. Opowiadasz im sytuację najrzetelniej i najbardziej obiektywnie, jak potrafisz. Przyznają Ci rację. Mówią, że twoja szefowa (koleżanka, podwładna, współpracownica, siostra itp.) faktycznie jest trudna i wredna, że postąpiła źle. I zdarza się tak, że mimo tych komunikatów zaczynasz szukać dziury w… sobie. Choć znaki na niebie i na ziemi pokazują, że zachowanie „tej drugiej” było nie fair, szukasz dla niej usprawiedliwienia. Zaczynasz sama siebie przekonywać, że przecież mogła, miała prawo, że z jej perspektywy… I nagle uświadamiasz sobie, że sytuacja wcale nie jest czarno-biała. Z chwili na chwilę coraz bardziej rozumiesz drugą stronę, ale jednocześnie umacniasz się w swojej postawie. Wiesz, że Ty również miałaś swoje racje.

I wtedy pojawia się przestrzeń na rozmowę.


PERSPEKTYWA 3

Zdarza się jednak i tak, że mimo Twoich najszczerszych chęci i najlepszych intencji, sprawy nie idą po Twojej myśli. Mówicie jakby obok siebie. Ty uważasz, że słyszysz i rozumiesz drugą stronę ale wcale nie czujesz przestrzeni na to, by pozwolić sobie na ustępstwa. Druga strona może nawet deklarować, że słyszy rozumie Ciebie, ale gdzieś w głębi serca wcale tego nie czujesz. I nagle okazuje się, że nie masz wcale gotowości na "złoty kompromis". Że Twoje wartości są dla Ciebie tak bardzo ważne, że tak bardzo chcesz być dobra dla siebie, że mówisz konsekwentnie i stanowczo „NIE”.

Czasem Twoja postawa wywoła brak zrozumienia, czasem żal, a czasem atak. To trudna decyzja, by świadomie się na to narazić. Nie ma znaczenia, czy rozmawiasz z mamą, daleką koleżanką czy współpracownicą. Odrzucenie boli. Nawet najmniejsze. I nie mam tu dla Ciebie gotowej recepty, bo wybór ostatecznie i tak zostanie po Twojej stronie: czy ulec czy zadbać o siebie.

Uczę kobiety zaakceptować siebie. Zaczynając współpracę z każdą nową klientką, publikując każdy post czy artykuł, zastanawiam się, czy na pewno to, co mam do zaoferowania nikogo nie skrzywdzi, nie zaszkodzi? Czy mam prawo mówić to, co mówię? Czy mam prawo zachęcać do postaw, które sama promuję? I wtedy jeszcze mocniej podkreślam konsekwencje akceptacji siebie.

Akceptując siebie, zaczynasz być wierna sobie. Z każdym dniem uczysz się stawiać swoje granice. Uczysz się decydować, kiedy chcesz pójść na ustępstwa ze wszystkimi tego konsekwencjami, a kiedy nie. Uczysz się podejmować ryzyko – odrzucenia, oczernienia, obgadania, straty relacji itd. Stawiając granice narażasz się na krytykę i atak, bo ludzie nie lubią, kiedy im się odmawia, a jeszcze bardziej nie lubią, gdy nie do końca rozumieją (a nie zawsze chcą, nie zawsze potrafią zrozumieć) powody Twojej decyzji. Bronią wtedy siebie, swoich wartości, a rzadko potrafią robić to inaczej niż uderzając w Ciebie – Twój profesjonalizm, życzliwość, lojalność, koleżeństwo (i co tam jeszcze może Cię zranić). Wciąż zbyt często „NIE” kojarzone jest z odmową pójścia na kompromis. A kompromis wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem konfliktu, bo oznacza, że obie strony z czegoś rezygnują, obie strony tracą.

I w tym momencie warto wspomnieć o dwóch pojęciach.

Pierwsze to WSPÓŁPRACA. Współpraca to nie tylko sytuacja, gdzie kilka osób pracuje nad jednym zadaniem, ale także najkorzystniejszy sposób zakończenia konfliktu. Współpraca oznacza, że zamiast na problemie – skupiamy się na szukaniu rozwiązań, które zaspokoją potrzeby każdej strony konfliktu. Bez wyrzeczeń. Bez ustępstw. Szukamy tak długo, aż znajdziemy rozwiązanie akceptowalne przez wszystkich. Dojście do takiej współpracy wymaga otwarcia się na drugą osobę, a w tym zdecydowanie pomaga jak najlepsze poznanie i zrozumienie siebie.

Drugie pojęcie to ASERTYWNOŚĆ, która często jest mylnie rozumiana. Podstawowa i najbardziej powszechna definicja mówi, że asertywni jesteśmy wtedy, gdy mówimy NIE nie krzywdząc innych. Rzadko jednak tłumaczone jest, że bez krzywdy nie oznacza bezboleśnie. Twoje NIE wcale nie musi się podobać drugiej stronie, wcale nie musi być dla drugiej strony wygodne, wcale nie oznacza braku sprzeciwu, nie oznacza też kompromisu czy ustępstw. Twoje NIE oznacza, że dbasz o siebie, o własne granice, dajesz sygnał, co dla Ciebie jest istotne – co zrobi z tym druga strona? Nie masz na to żadnego wpływu. Czy krzywdzisz w ten sposób drugą osobę? Jeśli tylko dbasz o szczerość w komunikacji (np. stosując zasady NVC) - zdecydowanie nie.


NA ZAKOŃCZENIE

Bardzo łatwo jest posłuchać tych, którzy każą konflikty zamiatać pod dywan, odpuścić, ustąpić, udawać, że nic się nie dzieje. Problem w tym, że takie chowanie po pewnym czasie skutkuje niekontrolowanym wybuchem i wtedy już nikt nie pamięta, od czego się zaczęło. Co by nie mówić o konfliktach, to najlepszym na nie sposobem jest reagowanie w zalążku – a tu nie ma lepszej recepty niż odważne i szczere rozmowy - a niejednokrotnie też odważne i szczere decyzje. A takie rozmowy i decyzje są niezwykle trudne. Pewnie (między innymi) dlatego wciąż spotykamy na swojej drodze i widzimy na drogach innych wiele sytuacji konfliktowych. Trzeba pamiętać też o tym, że mogą zdarzyć się sytuacje, w których mimo naszych największych starań i najlepszych intencji – sytuacja zniszczy relację i przyjdzie nam się pożegnać z niektórymi osobami. Pamiętaj, że taki finał wcale nie oznacza ani Twojej winy ani porażki. Po prostu – są na świecie ludzie, z którymi będzie nam po drodze tylko przez chwilę, a kiedy tak zdecydują – trzeba pozwolić im odejść.


Ciekawa jestem jak Ty radzisz sobie w trudnych sytuacjach i czy akceptacja siebie Ci w tych sytuacjach pomaga, czy przeszkadza?
Podziel się Twoimi przemyśleniami w komentarzu pod tym postem.

A jeśli chciałabyś spotkać inne kobiety, które pracują nad akceptacją siebie, które również zmagają się czasem z trudnymi relacjami i konfliktami - dołącz do mojej grupy na Facebooku i Zostań Babką WielkoMocną. Spotkasz tam inne kobiety, które czują podobnie jak Ty.

Rozejrzyj się! Może wśród Twoich znajomych są dziewczyny, które zmagają się z konfliktami i trudymi relacjami - udostępnij im ten tekst. Może właśnie tego artykułu potrzebują, by pozbyć się frustracji i zacząć być po swojemu?


Pamiętaj, jesteś wystarczająca taka jaka jesteś.

BĄDŹ PO SWOJEMU
i nie daj sobie wmówić, że masz być taka jak inne!

artecoaching warszawa Katarzyna Bogusz-Przybylska ARTECOACH (podpis)

 

 

zdjęcie w nagłówku: pixabay.com